Obchody imienin Marszałka Józefa Piłsudskiego w II RP

Józef Piłsudski w dzieciństwie prawdopodobnie imienin nie obchodził. Jego ojciec również miał imię Józef, więc dzień 19 marca był raczej świętem jego ojca.

O obchodzeniu imienin czytamy po raz pierwszy w liście Piłsudskiego wysłanym z zesłania w Tunce, po imieninach w 1891 do sympatii Leonardy Lewandowskiej poznanej w poprzednim miejscu zsyłki (w Kireńsku): „Muszę się przyznać, że nawet trochę piłem, ale ma się rozumieć nie do tego stopnia, żeby być pijanym… Był paradny obiad. Lidia Pawłowna (aresztowana w Charkowie w 1886) spiekła piróg, było na obiedzie trochę gości. Później poszliśmy na spacer, byliśmy tam do wieczora, później u mnie była herbata, a w końcu wieczorem byłem u Łojko ot i wszystko”.

Tradycję obchodzenia imienin komendanta Piłsudskiego rozpoczęli legioniści podczas I wojny w 1915 roku w Grudzynach (koło Jędrzejowa). Oficerowie ofiarowali mu wtedy złoty zegarek z napisem „Kochanemu Komendantowi - korpus oficerski”, a III batalion ofiarował piękny album, przechowywany potem w Muzeum Belwederskim.

W 1918 roku Piłsudski uwięziony w twierdzy w Magdeburgu 18 marca pisał do żony: „Jutro moje imieniny, jeśli chcesz mi zrobić imieninowy prezent, przyślij mi dwie talie kart do pasjansa. Te, które mam, już bardzo się zniszczyły". Z Polski manifestacyjnie wysyłano życzenia do Magdeburga, które zresztą nie doszły do adresata. Podobno jednak po uwolnieniu komendanta Niemcy oddali tysiące przesyłek.

W 1919 roku Piłsudski obchodził po raz pierwszy swe imieniny w wolnej Polsce. Liczne delegacje, zwłaszcza młodzieży i tłumy ludzi oblegały Belweder. Na placu Saskim Piłsudski przyjął rewię wojsk, a później w Belwederze delegacje wszystkich pułków.

W roku 1921 z imieninami zbiegło się uchwalenie przez Sejm Konstytucji (17 marca) co uczczono galowym przedstawieniem 18 marca w Teatrze Wielkim (Wystawiono wtedy I akt Hrabiny i III akt Halki Stanisława Moniuszki). Na przedstawieniu był oczywiście Marszałek Piłsudski. W czasie spektaklu nadeszła również depesza z Rygi o podpisaniu traktatu pokojowego z Rosją kończącego wojnę z lat 1919-1920. Owacjom nie było końca. Następnego dnia, 19 marca - Piłsudski dekorował w Chełmie Krzyżem Virtuti Militari sztandar 1 pułku szwoleżerów, którego był szefem, a 21 marca w Tarnopolu chorągwie 53 i 54 pułku piechoty. W powiecie krzemienieckim ofiarowano Piłsudskiemu działkę.

W maju 1923 roku Piłsudski wycofał się z życia publicznego i przeniósł na stałe do Sulejówka do willi „Milusin”. Przez 3 następne lata tu obchodził imieniny. Rokrocznie w okresie imienin Marszałka, dworek stawał się miejscem pielgrzymek rzesz polityków, legionistów i zwykłych ludzi. Pociągi zmierzające w tamtym kierunku były przepełnione. Na miejscu tłumy oblegały dworek Piłsudskich, wznosząc okrzyki i śpiewając. Ludzie zwozili również najróżniejsze prezenty, czasem bardzo kłopotliwe, np. zwierzęta, o których Marszałkowa tak wspominała: „Pamiętam, że na jedne imieniny mąż dostał 2 psy, 10 królików, jedną owcę, sarenkę, lisa, gęś i wojowniczego koguta. Mąż stanowczo odmówił pozbycia się tego zwierzyńca. Przez parę tygodni patrzyłam bezradnie jak owca zjada sałatę, sarna kwiaty wiosenne w ogrodzie, a kogut skacze do oczu każdemu, kto tylko wejdzie do nas. Lis w poszukiwaniu legowiska przeorał grządki tak dokładnie, że musiałam siać wszystko po raz drugi. W końcu jednak udało mi się rozmieścić to towarzystwo po znajomych, z wyjątkiem barana i gęsi, między którymi powstała idealna przyjaźń… zabawny to był widok gdy spali razem na słońcu, gęś z głową na piersiach barana.”

Huczne imieniny zaplanowano na 1925 rok. Ich rozmiar musiał zostać ograniczony ponieważ Marszałek był chory. Jednak  w księdze życzeń w willi w Sulejówku, 19 marca do godz. 16.oo wpisało się 1646 gości. A Piłsudski pomimo choroby kilka razy pokazywał się na ganku „Milusina”.

Ciekawy był przebieg imienin w 1926 roku. W dniu imienin zorganizowano Marsz Strzelecki z Warszawy do Sulejówka. 13-osobowe drużyny, pozostające w pełnym umundurowaniu i uzbrojeniu musiały pokonać 27 kilometrowy odcinek prowadzący z Warszawy, z Alei Jerozolimskich, gdzie wyznaczono start, do bramy „Milusina” w Sulejówku.  Na starcie stanęło ponad czterystu strzelców. Nagrodą dla najlepszej drużyny, była ofiarowana przez Piłsudskiego, napisana w twierdzy magdeburskiej książka „ Moje pierwsze boje”. Dodatkowo, dla najlepszego zawodnika Warszawskie Dowództwo Okręgu ufundowało pięciostrzałowy karabinek, a Komenda Miasta Warszawy oddała do dyspozycji jury brązową figurkę grenadiera. W pierwszych zawodach trasę z Warszawy do Sulejówka pokonano w ciągu 3 godzin, 5 minut i 22 sekund. A co ciekawe, dwaj strzelcy z grupy najszybciej maszerującej – Władysław Gawlik i Henryk Koenig, na start w Warszawie stawili się po kilkudniowej wędrówce pieszej w pełnym umundurowaniu i uzbrojeniu z Krakowa. Piłsudski zaprosił generałów i kilkunastu oficerów do saloniku „Milusina” na herbatę i tradycyjnego węgrzyna, natomiast pozostali uczestnicy obchodów biesiadowali w ogrodzie „Milusina”. Nazajutrz „Ekspres Poranny ” poinformował, że w czasie imienin Marszałka, trzy kuchnie polowe rozmieszczone w ogrodzie nakarmiły ponad trzy tysiące gości.

Specyficzny charakter miały obchody imienin w 1931 roku. Od grudnia 1930 roku Marszałek wypoczywał na Maderze w pobliżu stolicy Funchal w willi Quinta Bettencourt. Na rzucone przez premiera Walerego Sławka hasło „Każdy Polak winien przesłać hołd Pierwszemu Obywatelowi Polski” do willi zaczęły napływać tysiące kart pocztowych i stosy depesz przywożonych kilka razy dziennie ciężarówką. Dom zamienił się w wielki Urząd Pocztowy. Kazimiera Iłłakowiczowna naliczyła ponad milion sztuk przesyłek o ciężarze 2,5 ton.

Ten napływ korespondencji w mniejszym wymiarze powtórzył się w roku 1932, kiedy Piłsudski podróżował po Egipcie. W zadumę wprowadził Marszałka zasuszony bukiecik fiołków, który otrzymał wraz z listem pisanym „w starej koślawej polszczyźnie” z Jerozolimy, z Doliny Jozafata.

W ciągu ostatnich trzech lat życia Piłsudski spędzał imieniny w Wilnie, o którym tak kiedyś opowiadał: „Miłe miasto. /…/ Miłe mury co mnie dzieckiem niegdyś pieściły, co kochać wielkość prawdy nauczyły, miłe miasto z tylu, tylu przeżyciami. Wszystko piękno w mej duszy przez Wilno pieszczone. Tu pierwsze słowa miłości, tu pierwsze słowa mądrości, tu wszystko, czym dziecko i młodzieniec żył w pieszczocie z murami i w pieszczocie z pagórkami. Jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie!”. Imieniny w Wilnie przebiegały może z mniejsza pompą ale serdeczniej, Marszałek stawał się tu inny - z radością wdychał wileńskie powietrze.

W 1933 Związek Rezerwistów oraz Federacja Polskich Obrońców Ojczyzny ofiarowali Piłsudskiemu nabytą ze składek część Zułowa (miejsce, gdzie dawniej znajdował się dom mieszkalny).

W 1935 roku w Warszawie  w związku z imieninami Marszałka uroczystości zaplanowano na znacznie większą skalę, niż corocznie. 18 marca miał miejsce olbrzymi pochód do Belwederu z placu Piłsudskiego. Wieczorem odbyła się w Teatrze Wielkim akademia, na którą przybył prezydent Mościcki, a przemawiał prezydent miasta, Stefan Starzyński. 19 marca na lotnisku wojskowym na Okęciu odsłonięto pomnik ku czci Marszałka, ufundowanego przez 1 pułk lotniczy. W programie uroczystości imieninowych było również wyświetlenie filmu Ryszarda Ordyńskiego o życiu Piłsudskiego. Na pokazie obecny był prezydent Mościcki, rząd, korpus dyplomatyczny. Uderzała nieobecność Piłsudskiego.

Na dzień swych imienin Piłsudski pomimo tego, że był już bardzo schorowany wyjechał z rodziną do Wilna, gdzie przybył w asyście kpt. Miładowskiego. Odwiedził brata Adama i jego żonę. Wieczorem, po obiedzie u Adama, zjadł „czubaty” talerz zupy rakowej, przysłanej przez wojewodzinę Jaszczołtową. To mu bardzo zaszkodziło. Adiutant Marszałka Mieczysław Lepecki tak wspominał te ostatnie imieniny: "Zwykle wesoły i rozmowny w czasie tych "imieninowych" wyjazdów, tym razem Komendant był smutny i poważny. Smutne było i jego otoczenie. Widoczne było, że zarówno Pani Marszałkowa i córki, jak i my wszyscy przytłoczeni byliśmy osłabieniem i złym wyglądem Komendanta. W (…) Belwederze ta zmiana wyglądu i sił nie rzucała się tak w oczy jak tu na dworcu, gdzie trzeba było do samochodu przejść paręset kroków po peronie. Toteż zarówno przy odjeździe, jak i w czasie powrotu z tej ostatniej podróży Pan Marszałek trzymał się tak słabo na nogach, że idąc zwisał na ręku podtrzymującego Go inspektora Szmidta".

Po śmierci Marszałka Piłsudskiego 12 maja 1935 roku, nadal urządzano jego imieniny aż do 1939 roku, składając mu hołd, szczególnie uroczyście w wojsku. Armia zaliczała imieniny Marszałka do świąt narodowych na równi z 3 maja, 15 sierpnia i 11 listopada. Wydawano upiększone życiorysy, specjalne numery „Żołnierza Polskiego”, iluminowano koszary. W miejscu urodzenia Marszałka w Zułowie 10 października 1937 roku prezydent Mościcki wraz z wdową Aleksandrą Piłsudską zasadzili dąb, który tam rośnie do dziś.

W Zułowie, miejscu gdzie urodził się Józef Piłsudski rosły sasanki. Ziuk bardzo je lubił. Potem szukał ich w parku w Sulejówku i przy Belwederze gdzie rosły dziko w kącie ogrodu. Aleksandra Piłsudska  pisała we wspomnieniach:   „W każde imieniny męża prowadziło się obserwacje, aby po sasankach sprawdzić, jak zaawansowana jest wiosna. Był to jeden z ulubionych kwiatów męża. Te zułowskie były jednak najpiękniejsze”.

Źródła:

Kazimiera Iłłakowiczówna - Ścieżka obok drogi, Wydawnictwo Rój 1939

W. Kalicki – Powrót do Sulejówka, Warszawa 2001,

Mieczysław Lepecki - Wspomnienia adiutanta Marszałka, 1989

Aleksandra Piłsudska - Wspomnienia, Warszawa 1989

Maria Wrzeszcz - Imieniny Marszałka, Miejsca Święte 2007 nr 11. 

Powrót do >> ARCHIWUM 2008 << Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Oddział w Poznaniu

Przejdź do >> STRONY GŁÓWNEJ << Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Oddział w Poznaniu