W roku 2006 zasłużony kapłan Wileńszczyzny ks. prałat Józef Obrembski ukończył 100 lat.

                                     czytaj   >>   sylwetka Laureata

Aby wręczyć nagrodę "Żurawiny", do Mejszagoły na Jubileusz wybrała się kilkuosobowa delegacja członków TMWiZW. Poniżej przedrukowujemy wywiad z Ryszardem Liminowiczem, jaki ukazał się w "Dobrej Nowinie" - tygodniku Parafii Chrystusa Dobrego Pasterza w Poznaniu.

Głębia człowieczeństwa

O uroczystości 100-lecia urodzin ks. prałata Józefa Obrembskiego z jej uczestnikiem Ryszardem Liminowiczem z Towarzystwa Miłośników Wilna rozmawia Małgorzata Jagielska.

Byłeś w Mejszagole pod Wilnem, aby wziąć udział w uroczystym Jubileuszu i wręczyć poznańskie odznaczenie.
Wyjeżdżaliśmy z Poznania z zarejestrowanymi na płycie życzeniami, które złożył w imieniu grona laureatów Stefan Stuligrosz - laureat "Żurawiny" 2003, a "Poznańskie Słowiki" odśpiewały Jubilatowi STO LAT: ale tych następnych, jak zaznaczył Profesor. Odtworzyliśmy zarejestrowane na płycie życzenia Księdzu Obrembskiemu, który rozpoznał prof. Stuligrosza, bardzo się ucieszył i od razu zaczął wspominać swój pobyt w Poznaniu na Pewuce. Zauważył, że z Poznania płynęła nauka, a zwłaszcza, jak należy gospodarować, ale - dobrodusznie "wypomniał " przy okazji poznaniakom, że do zupy nie podali mu chleba. Najpierw jednak wzięliście udział w uroczystej mszy św. odprawionej w świątyni w Mejszagole, na którą zjechało wielu gości. Mszę odprawiało w koncelebrze dziewięciu biskupów i trzydziestu kapłanów. Przewodniczył kardynał Henryk Gulbinowicz z Wrocławia. Byli m.in.: nuncjusz papieski z Watykanu, metropolita z Moskwy - arcybiskup Kondrusiewicz i biskup Antoni Dziemianko z Mińska. Ksiądz Prałat Obrembski nie opuszczając swojego pokoju, brał również czynny udział w koncelebrze, dzięki zastosowanym łączom telewizyjnym. Do Mejszagoły przybyło wielu gości z Wilna i różnych stron Litwy i Polski: duchowieństwo, przedstawiciele zakonów, parafii, chóry, organizacje społeczne, dyplomaci, muzycy, harcerze. Zebrało się kilka tysięcy osób. Kilka ośrodków telewizyjnych rejestrowało przebieg uroczystości.

A czy Wam udało się dostać do kościoła?
Najpierw musieliśmy potwierdzić zgłoszoną wcześniej telefonicznie akredytację. Otrzymaliśmy przepustki do kościoła tylko dla trzech osób z naszej delegacji, ale kiedy otworzono świątynię zgromadzeni ludzie tak naparli na wpuszczających, że aż pod ołtarz ich zapchali. Nikt więc już nie był w stanie kontrolować wejściówek i nam wszystkim udało się dostać do środka.

Po nabożeństwie zabrał głos ksiądz Jubilat.
Tak, był to bardzo przejmujący moment. Ksiądz Obrembski niezmiernie wzruszony dziękował za tak wspaniałą uroczystość dla jego skromnej osoby. Nie mógł wprost znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić swoją wdzięczność. Wielkie wzruszenie i zmęczenie spowodowało kłopoty z przypomnieniem sobie, jak nazwać dwóch ważnych panów, którzy przybyli dwa dni wcześniej z życzeniami. Cały kościół połączył się w emocjach nieomalże sportowych, aby mu podpowiedzieć. I taka ulga, kiedy padły w końcu te słowa ... prezydenci Polski i Litwy. To było takie ludzkie: ta chwilowa ułomność i ta wspólna troska, aby ukochany Ksiądz dobrze wypadł.

Przyszedł czas na życzenia.
Długa kolejka ustawiła się pod drzwiami "pałacyku", tej wiejskiej chatki w której mieszka od przeszło 50 lat ksiądz Józef. Nawet księża biskupi musieli oczekiwać, aby złożyć życzenia. Co chwilę dochodziły do nas informacje, że będzie przerwa w przyjmowaniu gości, bo ksiądz Jubilat źle się czuje. Nie można było bowiem nadmiernie przemęczać 100-latka. Ksiądz kardynał Gulbinowicz, który pochodzi z Wileńszczyzny bardzo szybko nawiązał kontakt z mieszkańcami miasteczka i wyszedłszy przed furtkę prowadził pogodne i swojskie pogwarki. Około 40 różnych grup z prezentami oczekiwało przed "pałacykiem".



Jak przyjął ksiądz Obrembski nagrodę "Żurawiny"?
Starałem się przekazać genezę i ideę nagrody. Ksiądz z zainteresowaniem przyglądał się pucharowi i bardzo chwalił kisiel żurawinowy. Ale szczególnie ożywił się, kiedy uczestniczka naszej delegacji spytała o obraz księdza na Wileńszczyźnie: "jaki on powinien być? " Tu już Ksiądz był na swoim gruncie. Zaczął mówić o kapłaństwie, ale i o rodzinie skąd płyną podstawowe wartości, o Polsce, o tym, że należy zgłębiać tę kulturę w której się żyje, a nie powierzchownie dotykać wszystkich. Patrząc na tego potężnego 100-letniego mędrca o niepodważalnym autorytecie, to widziało się i czuło głębię polskości, człowieczeństwa, katolicyzmu.

Czy rozmawialiście z ludźmi, którzy przybyli na Jubileusz?
Ludzie podkreślali jego wielkość, szczególnie w minionych mrocznych czasach. Był to dla nich ktoś tak wielki, niezbędny. Czy się komuś dom spalił, czy się nieszczęście zdarzyło, czy trzeba było kogoś wspomóc, wszyscy do niego lgnęli. Czy Żydzi, czy Litwini, czy Polacy - wszystkim starał się pomóc. Do dzisiaj - jak przeczytałem w Kurierze Wileńskim - jak tylko dostanie swoją skromniutką emeryturę, zaraz chce rozdać biednym. "Z tej choroby to już się ksiądz prałat nie wyleczy" - skomentowali dziennikarze wileńskiej gazety.

  

Poznańska Telewizja również uczestniczyła w tym wspaniałym wydarzeniu.

Przejdź do >> Strony Głównej << Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Oddział w Poznaniu