KISIELEK   ŻURAWINOWY

Z Ryszardem Liminowiczem, wiceprezesem Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, rozmawia Jadwiga Knie-Górna  (rozmowa przeprowadzona w roku 2006).

Panie Ryszardzie, skąd w nas, poznaniakach, taki sentyment do Wilna?
– Może stąd, że w Poznaniu jest wielu ludzi, którzy pochodzą z kresów. Jest też grupa osób, których rodzinne korzenie wywodzą się z samego Wilna. Tak jest też w moim przypadku. Większość z nas przez zawirowania historyczne musiała opuścić te ukochane miejsca, jednak miłość do nich pozostała głęboko ukryta w naszych sercach. Ta miłość jest bardzo zaraźliwa. Także na pewno wielka tęsknota i sentyment do naszych utraconych ziem polskich została w nas zaszczepiona przez piękne, liryczne, pełne ciepła i barw opisy literackie. Mamy to wielkie szczęście, że czar tych miejsc został opisany piórem Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego i Elizy Orzeszkowej. Poetyckość i romantyczność kresów wciąż na nowo odkrywamy poprzez wiersze naszej wspaniałej poetki Kazimiery Iłłakowiczówny, używając jej słów – wilnianki z urodzenia, a poznanianki z wyboru. Myślę, że mogę także powiedzieć, że nikt tak szczególnie nie jest związany z obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej, jak właśnie poznaniacy. To samo można powiedzieć o wileńskiej Rossie, która pięknieje dzięki ogromnemu finansowemu wsparciu mieszkańców Poznania.

Wilno jest szczególnym zakątkiem tej ziemi. Mam przyjaciela, który dziesięć lat życia spędził podróżując między Zurychem a Paryżem. Kiedyś pojechał ze mną do Wilna, po powrocie powiedział mi tak: „Przez tyle lat wędrowałem w Paryżu po dróżkach, cmentarzach i miejscach, gdzie przebywali najwięksi tego świata, a nigdy nie odczułem tak namacalnie tego, co poczułem idąc ścieżkami Wilna, gdzie dotykałem ziemi i tych miejsc, po których stąpali Słowacki, Mickiewicz i Piłsudski. Słowa nie oddadzą uczuć, jakich doznałem przy Ostrej Bramie. W Wilnie skąpałem się w polskości i wreszcie prawdziwie poczułem się Polakiem”.

Tradycyjne wileńskie kaziuki stały się kolejnym dowodem na wyjątkowość związku poznańsko-wileńskiego...
– Kaziuk, który tradycją sięga XVII wieku, po prostu w nas żył. Przywieźliśmy go stamtąd we wspomnieniach zarówno rodziców, jak i własnych. Moja mama ze swoją wielką wrażliwością opowiadała o zjawisku topnienia śniegu skrzącego się w słońcu, szmeru płynących strumyków i symfonii spływającej do rynsztoka wody, wielojęzycznym gwarze kupców i rżeniu koni, o zapachu kaziuka. Taki poetycki obraz kaziuków pozostał w mojej wyobraźni, dlatego tak bardzo chciałem, aby znów ożył. Razem z Jurkiem Garniewiczem początkowo chcieliśmy, aby to święto odbywało się na placu Wielkopolskim, bowiem jego naturalna sceneria była bliska klimatowi wileńskiego kaziuka. Niestety, to się nie udało, w międzyczasie powstała restauracja Kresowa i wówczas jakby naturalnie wokół niej zaczęło się to wszystko kręcić.

Pierwszej imprezie towarzyszyło około stu poznaniaków, tegorocznej... prawie dwadzieścia tysięcy. Poznaniacy zobaczyli, że jest to święto zbudowane na mocnych kościelno-patriotycznych filarach, na prawdziwej ludowości i przekazie historycznym, dlatego tak szybko i mocno się z nim związali. Stale poszukujemy powiązań między Wilnem a Poznaniem. Ze źródeł historycznych wiemy, że Władysław Jagiełło przyjeżdżał do Poznania ponad trzydzieści pięć razy. Ponoć właśnie w naszym grodzie, w kościele Bożego Ciała, król wypowiedział tak powszechny dziś aforyzm: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Dynastia Jagiellonów obecna jest na fasadzie poznańskiego Ratusza od ponad dwustu pięćdziesięciu lat! Już mało kto pamięta, że obecne w Niedzielę Palmową strojne palmy i palemki, od trzynastu lat zastępujące tradycyjne skromne poznańskie bazie, są pokłosiem właśnie naszych kaziuków. Dodam tylko, że do Poznania przyjeżdżają ludzie z Wilna, bo jak twierdzą, nasze kaziuki są prawdziwsze i bliższe polskiej tradycji.

Po kaziukach przyszedł czas na „Żurawiny”...
– „Natchnieniem” do powołania tej nagrody było spotkanie z Tadeuszem Konwickim, którego twórczość była mi wyjątkowo bliska. Ponieważ w tym wieczorze autorskim w C.K. Zamek nasze Towarzystwo miało swój maleńki udział, postanowiłem, że zakończymy go toastem za zdrowie mistrza wzniesionym żurawinowym kisielkiem. Był on zawsze obecny w moim domu rodzinnym. Według Kazimiery Iłłakowiczówny, w tym wyjątkowym owocu jest odrobina goryczy, cierpkości, kwasu i słodyczy, kwintesencja smaku. Pomyślałem, że jest w tym głębsza myśl. Tak powstała w mojej głowie nagroda zwana Żurawiną. Naszą nagrodę otrzymują wybitne postacie kultury, sztuki i nauki polskiej, które wysławiają urok i piękno kresów. Naszą nagrodę, której autorem jest Władek Saletis, otrzymali już: Tadeusz Konwicki, prof. Stefan Stuligrosz, Barbara Wachowicz, Bernard Ładysz, prof. Andrzej Stelmachowski oraz prałat Józef Obrembski. Smaku całej sprawie dodaje fakt, że każdego roku dokładamy wszelkich starań, aby w naszym kisielku były prawdziwe wileńskie żurawiny...

Rozmowę opublikowano w Przewodniku Katolickim nr 17/2006

Przejdź do >> Strony Głównej << Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Oddział w Poznaniu